To, że w przypadku śmierci jednego z dwóch kredytobiorców, proszę zauważyć, bank nigdy nie szuka spadkobierców zmarłego, tylko koncentruje się na egzekwowaniu kredytu od tego, co zostało od współmałżonka, a przecież gdyby umowę kredytu się dziedziczyło, no to nie byłoby powodu, żeby po zmarłym, po którym jest jakiś spadek, zawsze szukać też spadkobierców, czyli dokooptować nowych ludzi do umowy kredytu. Nie można tego zrobić, bo kredytu się nie dziedziczy. Banki tak robią tylko i wyłącznie w sytuacji, kiedy mogą oszukać spadkobiercę, że ta umowa kredytu jest dziedziczona, bo tam umarł jedyny kredytobiorca, albo ten, który pozostał.
Ale wróćmy do tej sytuacji, że mamy dwóch kredytobiorców, jeden przynosił na przykład wysokie dochody, bądźmy stereotypowi, mąż zarabiał 20 tysięcy, żona zarabiała 6, mieli zdolność kredytową tej dwójki i ustalone raty na przykład na 3 tysiące złotych dla tej dwójki. Mąż umiera, czyli odpada wynagrodzenie tych 20 tysięcy, zostaje w żona z tą 6 tysięcy, ale rata zostaje 3 tysiące, tylko że ta rata wykracza ponad jej zdolności płacenia. Ludzie nie wiedzą, że w takiej sytuacji nie musi ta osoba godzić się na to, żeby spłacać ponad swoje możliwości i godzić się, że bank ją dojedzie i na przykład przejmie nieruchomość.
Trzeba wiedzieć, że są wtedy podstawy, żeby pozwać bank o przeliczenie umowy kredytu na tego kredytobiorcę, który został, na jego zdolności kredytowe i ustawienie jej na nowo. I takie rzeczy można zrobić i można się przed bankiem w takiej sytuacji bronić.