Bycie żyrantem, poręczycielem kredytu, to nie jest żadna taka uprzejmość ani przywilej. Nie jest to żadna formalność tylko po to, żeby ktoś otrzymał kredyt. Tylko po to, żeby ktoś zwiększył swoją zdolność kredytową, czy żeby ktoś mógł przyjść z wyższym zabezpieczeniem.
Pamiętajmy, że jeżeli nas ktoś prosi o taką uprzejmość, żebyśmy poręczyli kredyt, zostali żyrantami i to w tym momencie stajemy się automatycznie jednymi ze zobowiązanych. I to nie znaczy, że my, czy my ufamy, czy my nie ufamy tej osobie. Ta osoba może być bezwzględnie uczciwa, może planować nigdy w życiu nie mieć żadnych zaległości, może być bardzo szczera w tej swojej prośbie i może rzeczywiście twierdzić, że oprócz tego formalnego podpisu w momencie zawierania umowy kredytu, to nigdy, przenigdy jego żyranci, poręczyciele nie będą mieli żadnych problemów.
Ale pamiętajmy, że umowa kredytu to jest zakład z diabłem. Umowa kredytu jest zawierana na wiele, wiele lat. Przez te wiele lat mogą się różne rzeczy wydarzyć, które są niezależne od uczciwości, szczerości, rzetelności głównego kredytobiorcy.
On sam może wpaść w tarapaty finansowe, stracić pracę. Kredytobiorcy, jeden albo dwójka, mogą ulec wypadkowi, mogą umrzeć, może się przytoczyć choroba. W każdym z tych przypadków bank wykorzysta trzy zaległości po to, żeby powiedzieć umowę kredytu, a potem będzie dochodził pełny kwot z tej umowy kredytu od wszystkich solidarnie i jednocześnie od kredytobiorców i poręczycieli.
Czyli żyranci dostaną pozew, a nie będą znali nawet akt sprawy, a nie będą nawet wiedzieli ile jest w rzeczywistości tej zaległości. Będą mieli ograniczone działania i wtedy po prostu będą w wielkim kłopocie. Także przemyślmy, jeżeli komuś się na to zgodzimy.