Wszystkim wydaje się, że wiedzą czym jest obóz koncentracyjny. Wydzielonym miejscem niewolniczej pracy. Ale – trzeba dodać – zawsze przy jakiejś korporacji prywatnej, kopalni, przedsiębiorstwie państwowym czy ośrodku badawczym a rzadziej w celach rozrywkowych.
Jest to rodzaj współfinansowania przez państwo, mafię czy kompanię handlową intratnego przedsięwzięcia poprzez dostarczanie mu taniej siły niewolniczej (kwoty) wraz z grupą zbrojnych strażników i sprawdzonym modelem organizacyjnym. Wszystko zawsze w ramach specjalnie stworzonego lokalnego prawa lub w oparciu na zwyczajach czy przyjętej ideologii. Model działania opracowany został pierwotnie przez władców żydowski z Septymanii (na bardzo niewielkim terenie na południu Francji) i dotyczył wykorzystania nabywanych od Niemców zniewolonych Słowian Połabskich. I od tamtych czasów do dziś zawsze był o podłożu gospodarczym i biznesowym, nie politycznym – jak to się dziś kojarzy przez pryzmat swastyki i wąsika Hitlera. Zawsze – co warto podkreślić było to przedsięwzięcie bardzo rentowne i dlatego chętnie finansowane przez banki. Rzadziej wprost przez skarb państwa czy władcę – jako inwestycja budżetowa.
To nigdy nie były obozy tylko jenieckie lub tylko zagłady. To zawsze była firma i zawsze stali za tym określeni ludzie, grupy, akcjonariusze którzy się na tym wzbogacili, zdobyli-utrzymali władzę, bandyci których bogactwo oraz osiągniecia często dziś podziwiamy, firmy w których dziś chcemy pracować.
Ba stawiamy dziś Dżentelmena-zarządcę czy wprost twórcę tego lub innego obozu koncentracyjnego za wzór kultury, Biznesmena co zbił kapitał na morderczym wyzysku za wzór przedsiębiorczości, Polityka co stworzył potrzebne prawo lub dotował za wzór Męża Stanu, a wielką stojącą za tm organizację Organizację, lub Nację za wzór zaradności.
Pierwsze wielkie sieci obozów koncentracyjnych założyli Katarscy „Doskonali” w Oksytanii w XII w. (może już XI) – ludzie tam pracowali nad krosnami do upadłego, by na koniec przejść „sakrament” ENDURA po którym, dla rzekomego zbawienia, nie mogli otrzymać jedzenia i picia. To je właśnie wyzwalał jeden po drugim Szymon de Monfort podczas albigeńskich krucjat (Kościół Katolicki i tylko on zakazywał niewolnictwa jako wyzysku czyli lichwy). Temat szeroki i całkowicie przekłamany. Podobny los organizowali Mongołowie porwanym rzemieślnikom czy Turcy jasyrowi. Oczywiście bardziej współcześnie Brytyjczycy w Wojnie Burskiej zakładali obozy (na zdjęciu) na których wzorowali się Niemcy. Znane dziś głównie dlatego, ze przeciwko białym. Tych przeciwko Murzynom (dla Burów niewolnikom do wyniszczenia), Indianom (neutralna nazwa „rezerwaty”), Hindusom czy Chińczykom (stąd majątek Kompanii Wschodnioindyjskiej) nikt tak nie nazywał i dziś nie nazywa. Łagry rosyjskie zresztą też nie są na zachodzie kojarzone z obozami koncentracyjnymi, a już na pewno nie te z XIX w. dla Zesłańców Polskich. A dziś jak jest z obozami koncentracyjnymi? Nie ma ich?
***
Ps. Oburzonym za słowo „murzyn” zwracam uwagę, „Murzyn” w języku polskim miał konotacje dobre i złe:
- Śniady jak z orszaku murzy czyli księcia perskiego ale także księcia krwi tureckiego, mongolskiego, tatarskiego. Takie orszaki posłowały do Króla i Panów Polskich i do obrazu takich orszaków porównywali kupcy polscy oraz powracający rycerze spotkania z „ludami orientu”.
- Bękart po gwałcie na chłopce czy szlachciance ordyńców albo turczynów z zagonu murzy. Wielu dobrze urodzonych „murzynów” odzyskiwało cześć w wojnach na południu i wschodzie (w 1624 i 1672 tatarzy zapędzili się po jasyr aż do Hyżnego a nawet do Małopolski). Niektórzy murzyni służąc jako husarze, pancerni lub dragoni dochodzili do godności dowódców, oficerów a nawet pułkowników.
Murzynem renegatem był sienkiewiczowski Pan Mellechowicz czyli Azja Tuhajbejowicz. Być może dlatego, że jego historia była ciut inna. Nie z Polki urodzony ale sam jako młody książe porwany przez Pana Nienaszyńca by go wymienić na jego siostrę Halszkę. W drodze po napaści dostał się na służbę do Pana Nowowiejskiego gdzie go nie traktowano odpowiednio „godnie”.
Olbrychski dobrze oddał tę postać ale…
Jak naprawdę wyglądał XVII wieczny murzyn? Wyobraźmy sobie dzisiejszego Persa ubranego po sarmacku – to o wiele bliższy wizerunek murzyna niż ten nam współczesny, chociaż trzeba zdecydowanie stwierdzić, że murzynem był każdy śniady i czarny, po prostu nie mieliśmy innego słowa na określenie takich osób ale nie były one stygmatyzowane ze względu na kolor skóry, rasę czy status społeczny. Polacy nie znali czarnych niewolników i nie kojarzyli murzynów z niewolnikami oraz jakimś rodzajem podludzi. Być może raczej z „dzikością”.