W poprzedniej rolce mówiłem, że sądy lekce sobie ważą i w ogóle się nie przejmują tym, że do pozwów firmy windykacyjne załączają przerobione umowy cesji. Przerobione i umowy przelewu wierzytelności, umowy, które albo są wyciągami z umów, albo zawierają widoczne ślady ingerencji. Czyli sądy lekceważą sobie, że firmy windykacyjne do pozwów załączają dokumenty przerobione.
Najważniejszy dokument, z którego wynika w ogóle prawo roszczenia. On jest przerobiony i sąd to lekceważy. Więc jak to się dzieje, że mimo to, na przykład moja kancelaria wygrywa 99% roszczeń z firmami windykacyjnymi.
No może przesadzę, może nie 99%, ale 95% albo 92% spraw założonych przez firmy windykacyjne. Tajemnica tkwi w tym, aby nie był to jedyny argument. Aby dokument przerobiony nie był jedynym argumentem.
Aby poprzeć odpowiedź do pozew, poprzeć sprzeciw do nadal zapłaty, poprzeć innymi równie wartościowymi i równie ważnymi argumentami. Jeżeli ten wachlarz jest mocny, to sąd mimo, że lekceważy jeden element, inne elementy już nie są takie dla niego łatwe do lekceważenia i właśnie dzięki temu się wygrywa. Nie dzięki temu, że mamy rację, tylko dzięki temu, że tych uderzeń we powództwo firm windykacyjnych jest kilka.
Dzięki temu, że ta ich fabryka zgrzyta nie tylko w jednym miejscu.